Åsa Larsson: Burza z krańców ziemi (Rafał Chojnacki)
Dodane przez taclem dnia Wrzesień 16 2012 11:08:38



Od wydania tej powieści w Polsce minęło już sporo czasu, być może więc wielu miłośników kryminałów, którzy w ostatnich latach zainteresowali się tym gatunkiem, nie miało okazji zapoznać się z tą książką.
Szwedzka pisarka Åsa Larsson uchodzi w swoim kraju za jedną ze zdolniejszych pisarek. Jej książki sprzedają się w wysokich nakładach, a jej pojawieniu się w światku pisarzy kryminalnych towarzyszył spory rozgłos, który zawdzięczała nagrodom, jakim obsypano jej dwie pierwsze książki. Pierwsza z nich, to właśnie "Solstorm" (czyli 'burza słoneczna', a więc po prostu zorza polarna), którą polski wydawca przemianował na "Burza z krańców ziemi". Udało mi się ustalić, że powodem był fakt, że akcja rzeczywiście dzieje się na krańcach cywilizowanego świata, a zjawisko tytułowej zorzy polarnej jest polskiemu czytelnikowi mało znane.
Ów kraniec świata, to Kiruna, a właściwie pobliska wioska, nazwana Kurravaara, w której mieszka kilkadziesiąt osób. To właśnie z Kiruny pochodzi Rebecka Martinsson, bohaterka cyklu kryminałów Asy Larsson. Rebecka jest prawnikiem, pracuje w jednej ze sztokholmskich kancelarii. Praca wypełnia niemal cały jej czas, jednak kiedy okazuje się, że Sanna Strandgard, jej przyjaciółka z dawnych czasów m poważne problemy, postanawia wrócić w rodzinne strony, by jej pomóc.
Na miejscu okazuje się, że podstawowym problemem nie jest brutalne zabójstwo Viktora Strandgarda, duchowego przywódcy jednego z tzw. "wolnych kościołów", a raczej dziwne zmowa najbardziej wpływowych ludzi, którzy najwyraźniej ukrywają coś, co ma związek z Viktorem i jego śmiercią. Jakie tajemnice krył młody, charyzmatyczny przywódca? Kto mógłby zyskać na jego nagłej i spektakularnej śmierci?
Z polskiego punktu widzenia małe zgromadzenia wiernych, interpretujących zasady protestantyzmu według własnych reguł, można by nazwać sektami, zwłaszcza gdy, tak jak w przypadku kościoła w Kurravaara, zgromadzenie jest jednocześnie formą sprawowania władzy, do wspólnoty należą bowiem wszystkie wpływowe osobistości z okolicy. Jednak w Szwecji wolne kościoły, separujące się od kościoła państwowego (Svenska Kyrkan nie jest już właściwie kościołem państwowym, ale wciąż jest jako taki postrzegany w społeczeństwie), nie są niczym szczególnym. Lokalne wyznania należą do codziennej rzeczywistości, zwłaszcza na prowincji, gdzie charyzmatycznym kaznodziejom łatwiej o posłuch (wystarczy przypomnieć powieść “Kaznodzieja” Camilli Läckberg).
Oprócz niebanalnej warstwy kryminalnej powieść ta niesie w sobie sporo wiedzy na temat szwedzkiego społeczeństwa i to takiego, z jakim nie mamy na co dzień do czynienia. Choćby pod tym względem jest to pozycja warta uwagi.

Autor: Rafał Chojnacki