News ˇ Artykuły ˇ Pisarze ˇ Wywiady ˇ Książki w Polsce ˇ Książki na świecie ˇ Książki o kryminałach ˇ Książki z pogranicza ˇ Audiobooki ˇ Filmy ˇ Recenzje książek ˇ Recenzje filmów ˇ ZapowiedziWtorek, Listopad 12, 2019
Nawigacja
News
Artykuły
Pisarze
Wywiady
Książki w Polsce
Książki na świecie
Książki o kryminałach
Książki z pogranicza
Audiobooki
Filmy
Recenzje książek
Recenzje filmów
Zapowiedzi
O stronie
Redakcja
Forum
Linki
Kontakt
Szukaj
Online
Gości Online: 1
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanych użytkowników: 318
Nieaktywowany Użytkownik: 891
Najnowszy Użytkownik: baszczak
Na Forum
Najnowsze Tematy
Ekranizacje skandyna...
Nesser w Polsce
Polskie wydania skan...
Co teraz czytacie?
Najlepszy Skandynaws...
Najciekawsze Tematy
Co teraz czytacie? [345]
Nowości [194]
Henning Mankell [53]
Promocje w sklepa... [51]
Polskie wydania s... [48]
Ostatnie Artykuły
Jenny Rogneby: Leona...
Anna Jansson: Skrzyd...
Mons Kallentoft: Zie...
Frode Granhus: Wir
Karin Fossum: Zabójs...
W Sieci

Partnerzy


Beata Walczak-Larsson w "Empikulturze"
Szwedzkie kryminały z epickim rozmachem


Tłumaczka literatury szwedzkiej Beata Walczak-Larsson opowiada o trylogii "Millenium" Stiega Larssona. "Larsson napisał książkę "Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet" z epickim rozmachem, a nadal był to fascynujący kryminał. Zaskoczyło mnie, że można tak ciekawie pisać o rzeczach trudnych" - mówi o bestsellerowej powieści szwedzkiego pisarza autorka polskiego przekładu. Drugi tom trylogii "Millenium" - "Dziewczyna, która igrała z ogniem" właśnie się ukazał.




Kiedy po raz pierwszy zetknęła się Pani z powieścią Larssona "Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet"?

W roku jej wydania w Szwecji, czyli w 2005.

A czy wcześniej zdarzyło się Pani czytywać teksty dziennikarskie tego autora?

Nie, wcześniej nic o nim nie wiedziałam i nie znałam go jako dziennikarza. Na szerokie wody Larsson wypłynął dopiero swoimi książkami i wtedy usłyszałam o nim po raz pierwszy. Na pewno miał wiernych czytelników, którzy czytali jego czasopismo „Expo”, ale nie było ono powszechnie znane.

Czy pierwsza powieść Larssona "Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet" zaskoczyła Panią? Recenzenci nie żałowali komplementów.

I tak, i nie. Zawsze podchodzę z pewną dozą nieufności do rzeczy, które są bardzo reklamowane, chociaż akurat o pierwszej części trylogii „Millenium” nie było aż tak głośno. Ten entuzjazm stopniowo narastał. Po wydaniu drugiej, a szczególnie po trzeciej części, wszyscy już czytali Larssona. Natomiast pierwsza książka tego autora była reklamowana niezbyt nachalnie.
Czytam sporo szwedzkich kryminałów, lubię ten gatunek i staram się sięgać po nowości na bieżąco. A czy powieść „Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet” była dla mnie zaskoczeniem? Na pewno tak: objętościowo. Larsson napisał tę książkę z epickim rozmachem, a nadal był to fascynujący kryminał. Zaskoczyło mnie również, że można tak ciekawie pisać o rzeczach trudnych.

Czy powieść wciągnęła Panią od samego początku?

Przyznam się, że dopiero po pierwszych stu stronach, bo początek trochę mnie znudził (śmiech). Akcja rozwijała się dość powoli. Ale później książka tak mnie wciągnęła, że nawet nie zauważyłam, kiedy nagle stała się noc, a ja nadal czytałam.

W jakim stopniu jest to według Pani powieść kryminalna, a w jakim społeczno-obyczajowa?

Na pewno i taka, i taka. Trudno powiedzieć, którędy przebiega granica. Generalnie Szwedzi mają niesamowity dar pisania kryminałów, które są w mniejszym czy większym stopniu książkami społecznie zaangażowanymi. Na przykład Mankell, chociaż on nie był pierwszy. Para Sjöwall i Wahlöö debiutowała w latach 60. i później przez całe lata 70. pisała kryminały, które były również powieściami obyczajowymi.
Książki Larssona to jednocześnie kryminały, thrillery i powieści obyczajowe o zacięciu społecznym. Autorowi udało się przekroczyć gatunki literackie. Dzięki temu mogę jego książki z czystym sumieniem polecić osobom, które nie czytują kryminałów.

W jakim stopniu w warstwie obyczajowej powieści Larssona egzystuje fikcja? Czy zdarzało się, że czytelnicy oburzali się tematyką jego książek?

Oczywiście jest to fikcja literacka, ale Stieg Larsson nie pisał o rzeczach wyssanych z palca. Pojawia się u niego na przykład wątek nazizmu Szwedów, który bardzo długo był przemilczany. Teraz mówi się o tym zupełnie otwarcie i nie jest to już bulwersujący temat. Słyszałam ze źródeł niepewnych, z trzeciej czy nawet piątej ręki, że były osoby, które poczuły się osobiście dotknięte, ponieważ książki Larssona można czytać jako powieści z kluczem. Osoby w pewnych kręgach, m.in. dziennikarskich czy prawniczych, mogły poczuć się osobiście dotknięte. Ale nie jestem w stanie tych informacji zweryfikować.
Generalnie odbiór powieści Larssona jest bardzo pozytywny. Nikt nie zarzuca mu, że wypisuje bzdury. Poruszany przez niego problem przemocy wobec kobiet jest w Szwecji szeroko dyskutowany, związki kazirodcze też nie są tematem tabu.

Czy spotkała się Pani kiedykolwiek z bohaterką literacką przypominającą Lisbeth?

Lisbeth była dla mnie, podobnie jak zapewne dla setek tysięcy innych czytelników, czymś zupełnie nowym, świeżym i zaskakującym. To osoba, która wymyka się wszelkim klasyfikacjom. Ale całkiem niedawno czytałam recenzję książki Carol O’Connell, amerykańskiej autorki powieści kryminalnych, która już 10 lat przed wydaniem „Mężczyzn, którzy nienawidzą kobiet” napisała powieść „The Man Who Lied to Women” czyli „Mężczyzna, który okłamywał kobiety”. Jej bohaterką jest niejaka Kathleen Malory, która również jest socjopatką, bardzo osobliwą dziewczyną o dokładnie określonym kodeksie postępowania, który nie do końca zgadza się z obowiązującymi normami społecznymi. Podobnie jak Salander potrafi włamywać się do cudzych komputerów i podobnie jak ona ma za sobą traumatyczne przeżycia z dzieciństwa.
Recenzent wskazuje, że nawet podobieństwo tytułu jest zastanawiające, a książki O’Connell zainspirowały Stiega Larssona. Niestety, tego nie uda nam się już potwierdzić.

Pierwszy tom trylogii "Millenium" ukazał się już po śmierci pisarza (Stieg Larsson zmarł nagle w 2004 r. - red.), a to, że wydano kolejne, pozwala przypuszczać, że najprawdopodobniej do wydawnictwa trafiła od razu wszystkie trzy części.

Tak, o ile wiem, Larsson złożył u wydawcy manuskrypt wszystkich trzech powieści. Nie znam szczegółów i nie wiem, jak wyglądała redakcja tych tekstów. Myślę, że nie była ona do końca dobrze zrobiona. Tłumacząc pierwszą część, odnosiłam wrażenie, że znajduje się w niej nieco rzeczy zbędnych, które chętnie bym powyrzucała. Oczywiście nie mogłam tego zrobić jako tłumaczka.

Które elementy nie pasowały Pani do całości?

Przydługie opisy, bardzo szczegółowe informacje o niektórych produktach, sprawiające wrażenie, że Larssonowi niektóre firmy płaciły za kryptoreklamę. Oczywiście żartuję, ale proszę zwrócić uwagę na to, ile nazw marek pojawia się szczególnie przy opisie akcesoriów komputerowych. Widać, że Larsson kochał Apple, był zdecydowanie „jabłkowy” i pisał o tym w każdym tomie, co czasami mnie dość irytowało. Ja bym takie rzeczy powyrzucała albo nieco stonowała.

Czy terminologia komputerowa sprawiła Pani trudność w trakcie tłumaczenia?

W pewnym sensie tak, ponieważ nie siedzę w tej tematyce, nie pasjonuje mnie ona i nie podnieca, ale znalazłam odpowiedniki w sieci.

Pierwsze Pani tłumaczenie z literatury szwedzkiej - "Czarny krab" Jerkera Virdborga - ukazało się w Polsce w 2004 r. Czy Pani zdaniem zmieniła się od tego czasu liczba przekładów literatury szwedzkiej na język polski?

Tak, obecnie wydaje się o wiele więcej współczesnej literatury szwedzkiej. Widać wyraźny wzrost zainteresowania wydawców i czytelników. To daje szansę na zaprezentowanie mniej schematycznego obrazu Szwecji. To kraj niezwykle zróżnicowany, który ciągle się zmienia.

Czy rzeczywiście pije się tam tyle hektolitrów kawy, ile wypijają bohaterowie powieści Larssona?

Tak, jeżeli chodzi o spożycie kawy w Europie, Szwedzi walczą o palmę pierwszeństwa z Finami. Czasami w tej konkurencji Finowie mają pierwsze miejsce, a czasami zajmują je Szwedzi (śmiech). To była jedna z rzeczy, które w Szwecji ogromnie mnie zaskoczyły. W 1990 roku przyjechałam tutaj z kraju, w którym kawę piło się wówczas jako coś ekskluzywnego, od czasu do czasu, w sobotę do ciasta. A w Szwecji kawę pije się w papierowych lub fajansowych kubeczkach praktycznie bez przerwy.

Wywiad dla magazynu "Empikultura" przeprowadziła Magdalena Walusiak.
Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Patronaty

ARCHIWUM
PATRONATÓW

Copyright © by Rafał Chojnacki 2009-2015

2549316 Unikalnych wizyt
Engine: PHP-Fusion v6.01.6 © 2006
Future Theme Bordeaux by Amilla Dee Webdesign


Załóż : Własne Darmowe Forum | Własną Stronę Internetową | Zgłoś nadużycie